Kupujesz ubezpieczenie dla psa albo kota, opłacasz składkę i zakładasz, że od tej chwili wszystko jest już objęte ochroną? Niestety, nie zawsze tak to działa. W polisach dla zwierząt bardzo ważnym pojęciem jest okres karencji, czyli czas, w którym ubezpieczenie formalnie już istnieje, ale niektóre zdarzenia nie są jeszcze objęte ochroną.
To jeden z tych zapisów w OWU, który może mieć ogromne znaczenie w praktyce. Szczególnie wtedy, gdy pies albo kot zachoruje krótko po zakupie polisy, dojdzie do wypadku, śmierci zwierzęcia, kradzieży albo konieczności eutanazji.
W tym artykule wyjaśniamy prostym językiem, czym jest karencja w ubezpieczeniu psa i kota, jak działa i na co trzeba uważać przed podpisaniem umowy.
To właśnie karencja jest jednym z powodów, dla których opiekun może usłyszeć odmowę wypłaty świadczenia, mimo że polisa została już kupiona i opłacona.
Co to jest okres karencji?
Okres karencji to czas liczony od początku ubezpieczenia, w którym ubezpieczyciel nie odpowiada jeszcze za określone zdarzenia albo odpowiada tylko w ograniczonym zakresie.
Najprościej mówiąc: polisa jest już zawarta, składka może być już opłacona, ale nie wszystko działa od razu.
Przykład:
Kupujesz ubezpieczenie psa 1 marca. W OWU jest zapis, że dla niektórych chorób obowiązuje 30 dni karencji. Jeśli pies zachoruje 10 marca, ubezpieczyciel może odmówić zwrotu kosztów leczenia, ponieważ choroba wystąpiła w okresie karencji. Jeśli ta sama choroba pojawiłaby się po zakończeniu karencji, sytuacja mogłaby być oceniana inaczej — oczywiście pod warunkiem, że nie jest wyłączona z ochrony z innego powodu.
Karencja nie oznacza więc, że ubezpieczenie jest „fałszywe” albo że firma nie chce płacić. To mechanizm, który ma ograniczyć sytuacje, w których ktoś kupuje polisę dopiero wtedy, gdy problem już istnieje albo jest bardzo prawdopodobny.
Po co ubezpieczyciele stosują karencję?
Z punktu widzenia właściciela zwierzęcia karencja bywa frustrująca. Można pomyśleć: „Skoro płacę od dziś, to dlaczego ochrona nie działa od dziś?”. Ubezpieczyciele patrzą na to inaczej.
